Moja twarz

Idę ulicą 
Wszyscy śmieją się
Palcami wytykają mnie
Nawet brat
Nie przyznaje się do mnie

Chciałbym choć raz
Miec inną twarz
Zerwać skórę z niej
I w nowej pokazać się

Raz postanowilem pójść 
Do Pana Doktora
Ale gdy on ujrzał mnie
To w taki śmiech wpadł
Że ze śmiechu padł

Siedziałem w domu i marzyłem
Aby zeszło ze mnie samo
A gdy nie chiało zejść
Pomogłem mu palnikiem
Opuścic moja twarz

Teraz gdy idę ulicą
Wszyscy wytykają mnie
Lecz nie śmieją się
Bo im żal
Gdy widza moja twarz

Więc został pogrzebany
Ten wybryk natury
A ja mu w tym pomogłem
Wysłałem go daleko gdzieś
Gdzie do kogoś innego przyczepi się