Trzydziestu jeden króli

Przemiany nadszedł sens
Trzydziestu jeden króli zbliża się
Nieznany bliżej jest ich drogi kres
Zgrabnie wszystko, tak razem w rozsypce

Przemówi wicher tysišcem ziarenek
Zegnie topole, zerwie z nich korę
Biegnie coraz szybciej, coraz ciszej
Jak tylko cicho błyskawica uderza

Rozpędzony łamie, rozbija, tnie
Bardziej jego innym, życiem nijakim - błysk
Nadszarpnšł tę linkę więc uderza
Wtem ucisza się nieczułym dotykiem

Znów łomot, gwar myśli, poślizg
Nie tędy, chcę iść, wyrywa
Poprzewracane sensy melodii
Układają się dni kolejne, dni mroczne

Jak rosa z kwiata spływa
Tak krew spłynie do pąków
Zapamietają jak istniało, zamarło
I jak było warto umierać w powiewie